Strona główna Ciekawostki Tego w filmie Sekielskiego jeszcze nikt nie dostrzegł!

Tego w filmie Sekielskiego jeszcze nikt nie dostrzegł!

107

Tego w filmie Sekielskiego jeszcze nikt nie dostrzegł!

Widzowie filmu braci Sekielskich skupiają się przede wszystkim na ujawnianej treści, ale między wierszami ten film pokazuje jeszcze coś bardzo ważnego, czego nikt na razie nie dostrzegł, a co będzie się stawało coraz bardziej doniosłe i kto wie, czy nie najważniejsze: siłę niezależnego dziennikarstwa i jego rolę we współczesnej Polsce.

Film Sekielskiego odsłania coś więcej niż pedofilię w Kościele. Odsłania mizerotę polskich mediów uwikłanych w kontrakty reklamowe i sojusze polityczne, w poprawność i bylejakość. Ogarniętych asekuranctwem. Mediów, które dysponując kamerami, ludźmi, pieniędzmi i czasem nie są w stanie realizować prawdziwej misji społecznej, która została im powierzona przez konstytucję: informowania opinii publicznej o rzeczywistości, w której żyjemy.

Dwa dni po premierze filmu braci Sekielskich można zadać pytanie: dlaczego ten film powstał poza wszystkimi głównymi redakcjami w kraju?

Odpowiedź jest oczywista: gdyż nikt by tego tematu nie wziął. Tomasz podjął temat, który leżał na wyciągnięcie ręki. Zajął się tzw. tajemnicą poliszynela. Wszyscy o tym wiedzieli, ofiary słały listy, Fundacja Nie Lękajcie się próbowała alarmować, a jednak nikt tego nie wziął. Każdy mógł po niego sięgnąć, a jednak nikt tego nie zrobił. Potrzeba było dopiero dziennikarza, który zdobył się na odwagę, by skoczyć w ten temat, zmierzyć się z jego emocjonalnym kontentem, z zawodowym ryzykiem. Trzeba też było nowoczesnego mechanizmu finansowania dziennikarstwa, by było to możliwe. Tomasz wiedział, że w tym projekcie będzie sam, że nie pójdzie za nim żadna redakcja, nie poprze go żadna partia, żadne środowisko – musiał poprosić o pomoc ludzi bezpośrednio. I ludzie mu pomogli finansując ten film z obywatelskich składek.

Prawie 7 milionów odsłon filmu na YT w dwa dni pokazuje, jak wielki jest głód sensownej i bezstronnej pracy reporterskiej. Doprawdy trudno jest zarzucić Sekielskim, że realizują jakąś agenturalną strategię, że działają w imieniu Schetyny, czy Tuska, że robią dla Ruskich czy Niemców, że są Żydami, lewakami czy prawicowcami. Gołym okiem widać, że mamy do czynienia z rzetelną dziennikarską pracą, z odpowiedzialnym informowaniem, z odsłonięciem zbrodni, nieludzkiego mechanizmu w imię podstawowej potrzeby sprawiedliwości. I chcemy to widzieć. Chcemy to wiedzieć, choć prawda ta jest bolesna i straszna. Dzięki Sekielskim chcemy się ująć za ofiarami, chcemy ukarania sprawców, naprawienia krzywd. Ale przede wszystkim lepiej wiemy, w jakim kraju żyjemy, jesteśmy mądrzejsi o wiedzę o nas samych, o mechanizmach rządzących nasza rzeczywistością. I dzięki tej wiedzy jesteśmy odporniejsi na manipulacje, na okłamywanie. Jesteśmy silniejsi. W tym jest olbrzymia obywatelska wartość.

Jeśli Polska ma być silna, to nie siłą deklaratywnego patriotyzmu, czy wywieszaniem flag i skandowaniem haseł. Polska może być silna tylko świadomością swoich obywateli. Tę świadomość trzeba budować na prawdzie. A tę prawdę muszą odsłaniać przed nami media i dziennikarze. Niestety ani media komercyjne, ani media publiczne nie zdały przed społeczeństwem tego egzaminu.

W dzień premiery filmu Sekielskiego o 19:30 wyemitowały przedziwny i pokraczny pamflet, w którym starano się udowodnić, że trwa zmasowany atak na , że PiS jako pierwszy walczył z pedofilią, a  kryją się w szeregach PO oraz murarzy i tynkarzy. Widz dowiedział się o filmie Sekielskich tylko tyle, że oskarżono w nim o pedofilię kapelana Wałęsy i powiedziano to tylko po to, by skojarzyć wizerunek pedofilii z Wałęsą. Kapelana Franciszka Cybuli nie zobaczyliśmy. Warto to obejrzeć, by zdać sobie sprawę, czym stały się dziś media tzw. publiczne i czemu te media służą. I nie jest to sprawa narodowa w najmniejszym stopniu. Nie jest to także misja powierzona przez konstytucję. To po prostu bezpardonowa i cyniczna gra o utrzymanie wpływów i stanowisk. Można  powiedzieć jasno: dziś praca w Wiadomościach TVP nie licuje ani z honorem dziennikarza ani obywatela. Bardziej pokrętnych, bałamutnych i zajadłych felietonów nie było za Komuny, mówię to jako człowiek 50 letni.

Niestety nie lepiej na tle filmu Sekielskiego wyglądają stacje komercyjne, które od lat boją się dotknąć tematu Kościoła, żeby tylko nikogo nie urazić. Ze strony czy Polsatu nie doczekaliśmy się żadnego przełomowego materiału na ten temat i się nie doczekamy. Dziś powinna zacząć Pochanke od słów: w imieniu chciałabym państwa najmocniej przeprosić, że film Sekielskiego powstał poza naszą redakcją, że przez lata nie zajęliśmy się tematem ze zwykłego strachu i asekuranctwa. A może powiem więcej, dlatego, że nikt z nas nie ma nawet wyobraźni, jak ważny jest ten temat, gdyż nikt z nas nie rozumie tak do końca, czym mogłyby być media w wolnym kraju.

Doskonałym podsumowaniem tego zaniedbania jest kompromitująca dla stacji rozmowa Moniki Olejnik z Leszkiem Jażdżewskim, podczas której dziennikarka pokrzykuje na swojego rozmówcę, a mówiąc bardziej wprost, opieprza go za to, że „skradł szoł” Tuskowi, że wyszedł przed szereg z tym Kościołem i nikt mu nie klaskał. To także warto zobaczyć, gdyż uświadamia, jak dziennikarska celebrytka oderwała się od swojego zadania.

Rozmowa Moniki Olejnik z Leszkiem Jażdżewskim.

Autor: Rafał Betlejewski
Komentarze

Jak oceniasz ten artykuł ?