Strona główna Gospodarka Referendum włoskie – Italia na trajektorii opuszczenia strefy euro.

Referendum włoskie – Italia na trajektorii opuszczenia strefy euro.

20

Widmo krąży po Europie – widmo końca socjalizmu i skorumpowanych elit tracących w końcu władzę.

Referendum włoskie - Italia na trajektorii opuszczenia strefy euro.

Zanim nowe elity ją zdobędą w nowym rozdaniu kart,   sprzątając pobojowisko po socjalizmie w wydaniu totalitarnym, czeka nas najpewniej dłuższy okres niestabilności i niepokojów, może nawet małej Wiosny Ludów. Historycznie łączył się z tym często  okres większych swobód i płonnych niestety nadziei na ich utrwalenie.  W końcu,  po wielu zmianach koniecznych po to aby rzeczy pozostały  grosso modo niezmienione,  sytuacja wróci do normy w innej odsłonie.

Tego jak ta nowa odsłona Europy będzie dokładnie wyglądała jeszcze nie wiemy.  Jasne jest jednak że jej punktem centralnym będzie rozmontowanie totalitarnego euro imperium  EU  i rozgonienie na cztery wiatry kasty jego ponadnarodowych właścicieli.   Narody imperium mają go dosyć, chcą powrócić do swoich korzeni i do swoich sponiewieranych wartości,   z których Europa wyrosła i do których wrócić musi.  Wszystko to ma również wymiar ekonomiczny i jak każda dziejowa zmiana,  oprócz niebezpieczeństw i pułapek,  oferuje również interesujące  okazje inwestycyjne.

Pierwszym gwoździem do trumny  EU,  a zarazem dogorywującego,  opartego na dolarze  systemu monetarnego świata, był Brexit. Toczącym swój ostatni bój elitom,  Schultzom,   Junckerom i Tuskom  starego porządku,  nie udało się  go,  jak referendum szkockiego,  zamieść pod dywan kreatywnym liczeniem głosów. Brexit miał się nigdy nie zdarzyć, zdaniem propagandy ze strony sprzedajnych mediów. Wszystkie sondaże dawały dużą do umiarkowanej przewagę  zwolennikom pozostania. Jednak skala paniki i jednocześnie wykazanego bezmózgowia elit, takiego jak zapraszenie milionów muzułmanów do Niemiec  przez Merkel dokładnie  w tym samym czasie, spowodowało przelanie się czary. Różnica głosów okazała się zbyt duża aby ważyć się na ich kreatywne liczenie. Brexit  stał się faktem,  UK jest out.

Brexit zaszokował elity i je przeraził.  Widoczne to było wyraźnie  w czasie  wyborów prezydenckich w USA które wygrać miała pupilka establishmentu i Goldmana – Clinton. Establishment stosował tu tę samą  strategię  totalnego zakłamania, negacji  i wirtualnej rzeczywistości co w Brexicie. Tu także Clinton zawsze prowadziła w sondażach. Kontrolowana prasa miała odgórny zakaz pisania o wyczynach  tandemu Clinton & Clinton,  od finansowych po seksualne.   Pisać wolno było tylko o wyczynach Trumpa.   Trump w odpowiedzi zrobił rzecz właściwą – zaczął komunikować się z wyborcami bezpośrednio twitterem.  Pomijając „konferencje prasowe” zmarginalizował nieprzychylne mu media. I to się ludziom podobało!  Zrozumieli skalę kontroli elit na mediami i nad nimi samymi.  Wiarygodność Trumpa jako rebelianta nowego porządku wzmacnia też rzecz trudna do przecenienia.   Nawet jeśli jest kukłą  zastępczą  establishmentu, co niektórzy mogą podejrzewać,  to byłaby pierwsza taka kukła od dekad  nie potrzebująca ich money.  Brexit i Trump zmienili  dynamikę  mającej miejsce transformacji.

A co po Trumpie i Brexicie? Mamy właśnie trzeci gwóźdź do trumny starego systemu – uwerturę do Italeave! Włoskie referendum w sprawach konstytucyjnych ogłoszone zostało dawno temu przez Renziego. Niby wydarzenie peryferyjne a jednak coś. Bez głowy, bo nie podejrzewamy że z przyczyn serca, Renzi nieopatrznie zadeklarował że jeśli referendum nie przejdzie to poda się do dymisji.  Merytorycznie referendum mogło mieć sens.  Ale Renzi fatalnie przestrzelił nie rozumiejąc że referendum nie jest o włoskim senacie.  Że jest o EU i o nim samym,  o sensie dalszego udziału kraju w dysfunkcjonalnej strukturze imperialnej,  o  nonsensie “wspólnej waluty” i o położeniu kresu gangrenie którą ortodoksja ta powoduje.   Być może gdyby występował na wiecach we flagach Italii podkreślając czysto włoskie sprawy lokalne wynik referendum byłby inny.   Ale ludzie durniami nie są.    Fotografowanie się na tle flag unijnych stanowiło mega blunder,  podobny jak dla niektórych polityków ze wschodu identyfikowanie się z sierpem i młotem.  Ludzie mają dość EU i dość starego porządku,  niezależnie od tego czy stoi za nim Renzi czy kto inny.

Referendum nie przeszło.  Renzi ogłosił już że zgodnie z zapowiedzią poda się do dymisji,  co niewątpliwie dobrze o nim świadczy.   Odspawywania od koryta w sensie polskim wymagać raczej nie będzie.   I wprawdzie Italia pełna jest ekspertów,  jak M. Andreotti,  gotowych na sygnał z Brukseli w mig sformować rząd “ekspertów”  nie potrzebujący żadnych wyborów,   to prędzej czy później do wyborów dojść musi.   A to oznacza  Ruch 5 Gwiazdek przy władzy i w konsekwencji realne szanse na wyjście Włoch z euro.  To jednak czy Włochy selektywnie opuścić mogą strefę euro bez rozwalenia przy tym podstaw EU jest mocno dyskusyjne.

Oczywiście rozmaici Saryusze imperium będą w obronie swoich apanaży zaklinać się do końca że wszystko jest w najlepszym porządku, że strefa euro bez Włoch dalej ma sens i że EU bez Italii nawet będzie kwitła jak nigdy dotąd. Prawda jest jednak nieubłagana – bez Włoch z ich dwu bilionową gospodarką blok EU nie ma po prostu wiele sensu.

A jeżeli ktoś miałby jeszcze co do tego wątpliwości to po Italeave mamy jeszcze w rezerwie gwóźdź numer cztery – wybory we Francji w maju 2017 i  coraz bardziej prawdopodobny  Frexit.   Na to wskazują przynajmniej polityczne fusy i wzbierający bunt mas przeciwko elitom także nad Sekwaną.  Tak jest, Francja, dotychczasowy filar EU, też prędzej czy później wyjdzie ze strefy euro. Uczyni to w dodatku niezależnie od tego kogo z dwóch rysujących się już kandydatów Francuzi wybiorą w maju: Marine le Pen z Front National czy jej konserwatywnego przeciwnika Fillona.

Z  Italią i Francją na wylocie i ze strefą euro skurczoną do Niemiec blok EU w swoim obecnym kształcie jest skończony.    W tej sytuacji wrześniowe wybory Angeli w Niemczech mogą okazać się  już tylko formalnością.  Jeśli okażą się też gwoździem do trumny to najprędzej  teutońskich ambicji przewodzenia Europie.  Kolejny wybór Angeli utwierdzi  jedynie przekonanie Europejczyków że Niemcom, nie po raz pierwszy  w historii Europy,  w krytycznym momencie dziejowym brakuje  piątej klepki.

Kraj,  zamiast powrócić do swojej ulubionej DMarki,  odgwizdać koniec poronionego eksperymentu z  euro i przyznać się do wariactwa masowego zapraszania połowy Afryki,  trwać będzie fatalistycznie w  rozpadającej się unii do końca. Swoją czwartą kadencję Merkel spędzi na przerabianiu Niemiec w kalifat brandenburski,  występując na wiecach w nihabie. Piątej kadencji Merkel już nie będzie – szaria przejmie stery rządów w Berlinie.

Komentarze