Strona główna Ciekawostki Kto nie chciał, by Karol Wojtyła został biskupem Kościoła Rzymskiego?

Kto nie chciał, by Karol Wojtyła został biskupem Kościoła Rzymskiego?

23

Kto nie chciał, by Karol Wojtyła został biskupem Kościoła Rzymskiego? 

Elektorów na konklawe obowiązuje absolutny zakaz udzielania informacji na temat przebiegu głosowań pod groźbą ekskomuniki. Mimo to szczątkowe informacje zawsze przedostają się na zewnątrz. Zakulisowe szczegóły wyboru Karola Wojtyły na papieża w 1978 r. przedstawia Jacek Moskwa w książce “Tajemnice konklawe 1978”.

Kto wchodzi na konklawe jako , wychodzi jako kardynał. Czyli że faworyci przegrywają. Znasz to powiedzenie? – pytanie, ktore zadał mi Luigi Accattoli, było retoryczne. Powtarzano je także w roku 2005 i 2013. Za pierwszym razem nie sprawdziło się zupełnie, bo powszechnie przewidywano wybór Ratzingera, który istotnie nastąpił. W 2013 faworytem był raczej metropolita Mediolanu Angelo Scola.

Wszyscy natomiast zapomnieli o kardynale Bergoglio z Argentyny. – Jego wybór zaprzeczył innej zasadzie, która głosi, że przegrany pretendent z poprzedniego konklawe nie ma szans. Tymczasem podobno właśnie Bergoglio był w 2005 roku najpoważniejszym konkurentem Ratzingera – przypomniał Accattoli.

Tak to z żelaznymi rzekomo prawidłowościami bywa. Ich zawodność pokazuje, że konklawe, złożone w większości z ludzi wiekowych, z natury skłonnych do konserwatyzmu, zdolne jest do sensacyjnych zwrotów akcji – kontynuował mój wybitny kolega. – Nawet jeśli kardynałowie działali w niezmienionym składzie, jak w 1978 roku, po niespełna dwóch miesiącach potrafili dokonać wyboru zupełnie odmiennego. Klęska, którą poniósł w październiku kardynał Giuseppe Siri, o tym świadczy. (…)*

W połowie 1978 roku nad Watykanem wiały wiatry bardzo konserwatywne. Siri, arcybiskup Genui od trzydziestu czterech lat, dziekan Kolegium Kardynalskiego, był papabilis [prawdopodobny następca papieża; nieoficjalne określenie osób uważanych za kandydatów na papieża – przyp.red.] już na poprzednich konklawe. Zwłaszcza w październiku 1958 r. popierała go silna frakcja kardynałów włoskich, widzących w nim “delfina” Piusa XII. (…) Kardynał Giuseppe Siri wydawał się człowiekiem, który ze względu na swoje ogromne doświadczenie i zachowawcze poglądy wykaże niezbędną stanowczość w obronie doktryny katolickiej, kościelnej dyscypliny, a także chrześcijańskiej duchowości.

Podczas Kongregacji Generalnej Kardynałów, obradującej przed konklawe w dniach 9-13 października, rozlegały się głosy z żądaniami obrony tych wartości. Mówiono nawet o konieczności “odbudowy doktrynalnej i dyscyplinarnej Kościoła”. Podnoszony był też problem konieczności przywrócenia do łączności ze Stolicą Apostolską grupy tradycjonalistów skupionych wokół arcybiskupa Marcela Lefebvre’a i założonego przez niego seminarium w Econe. Otwarcie odrzucali oni naukę Soboru Watykańskiego II. Był to początek rozłamu, który doprowadził w 1988 roku do objęcia lefebrystów ekskomuniką, zdjętą dopiero w roku 2009. Na razie mosty nie zostały jeszcze zerwane. W przeddzień konklawe wydawało się, że właśnie kardynał Siri może zapobiec groźnej schizmie.

Uwaga na komunistów

8 października na łamach niemieckiej gazety “Frankfurter Allgemeine Zeitung” ukazał się wywiad z arcybiskupem Monachium i Fryzyngi Josephem Ratzingerem. Kardynał opowiadał się za wolnością religijną, dialogiem ekumenicznym z innymi wyznaniami, a także zbliżeniem z religiami niechrześcijańskimi. Trudno więc byłoby zaliczyć go do konserwatystów. We wspomnianym wywiadzie przestrzegał jednak, że uczestnicy konklawe mogą znaleźć się pod presją sił lewicy, dążących do zawarcia we Włoszech “kompromisu historycznego” (compromesso storico). Hasło to wyrażało propozycję zawiązania “wielkiej koalicji” między rządzącą w Italii od kilkudziesięciu lat Chrześcijańską Demokracją a Włoską Partią Komunistyczną.

Obydwie siły polityczne znalazły się w pewnego rodzaju klinczu. Chadecy nie byli w stanie osiągnąć bezwzględnej większości głosów, umożliwiającej samodzielne rządzenie, co zmuszało ich do zawierania chwiejnych sojuszy z drobnymi stronnictwami mieszczańskimi. Rządy utworzone na takiej bazie upadały bardzo często. Pierwsze propozycje “kompromisu historycznego” Berlinguer, przywódca Włoskiej Partii Komunistycznej, wysunął już w 1973 roku po zamachu stanu w Chile. Istniało wtedy niebezpieczeństwo, że coś takiego może się powtórzyć we Włoszech. Pod koniec lat sześćdziesiątych i całą dekadę lat siedemdziesiątych zamachy organizowali zarówno terroryści ultralewicowi, jak i prawicowi. Berlinguer znalazł partnera w sekretarzu Chrześcijańskiej Demokracji Aldo Moro. Porwanie i zamordowanie tego ostatniego przez Czerwone Brygady wiosną 1978 roku zagroziło planom wciągnięcia komunistów do udziału w rządach, ale nie przekreśliło ich całkowicie.

(…) W swoim wywiadzie dla “FAZ” Ratzinger mówił, że Jan Paweł I zdystansował się od “kompromisu historycznego” i szerzej – od marksistowskich wpływów na katolicyzm. W interesie międzynarodowej lewicy leżałby wybór następcy bardziej jej przychylnego. Za wszelką cenę należy tego uniknąć.

Wpływ wypowiedzi mało jeszcze znanego purpurata na kardynałów włoskich nie był zapewne zbyt duży. Natomiast bez wątpienia była ona reprezentatywna dla poglądów elektorów z niemieckiego obszaru językowego. Czy należy ją rozumieć jako zachętę do szukania kogoś, kto marksizm i jego realizację zna z wrogiej wobec religii praktyki? Taka hipoteza byłaby być może zbyt daleko idąca. W tym samym okresie Joseph Ratzinger udzielił wywiadu telewizji RAI, w którym bardzo kategorycznie wypowiadał się, że biskupem Rzymu powinien być Włoch. Podobnie jak kardynał Wyszyński opowiadał się więc raczej za elekcją kardynała Siriego.

“Człowiek środka”

Perspektywy odejścia od reform soborowych pod rządami bardzo konserwatywnego papieża skłoniły do akcji zwolenników Vaticanum II. 13 października wieczorem na pierwszej stronie watykańskiego dziennika “L’Osservatore Romano” ukazał się komentarz, którego autorem był profesor Papieskiego Uniwersytetu “Gregorianum” w Rzymie jezuita Juan Alfaro. Stwierdzał on, że przyszły powinien zobowiązać się do rozwijania kolegialności w kierowaniu Kościołem, zwiększenia roli świeckich oraz zaangażowania w dialog ekumeniczny. W niezwykle delikatnej sytuacji półoficjalny organ Stolicy Apostolskiej porzucił pozycję neutralną, mieszając się do spraw konklawe. Panowała opinia, że artykuł inspirowały kierownicze kręgi Kurii Rzymskiej, którą w okresie sede vacante [okres, w którym stolica biskupia jest nieobsadzona – przyp.red.] kierował kardynał kamerling Francuz Jean Villot, watykański sekretarz stanu za dwóch poprzednich pontyfikatów.

Przeciwnicy kandydatury konserwatywnej w poufnych konsultacjach próbowali znaleźć odpowiedniego kontrkandydata. Wydawał się nim arcybiskup Florencji. Kardynał Giovanni Benelli miał pięćdziesiąt siedem lat, a kapelusz kardynalski otrzymał w czerwcu 1977 roku. Panowała opinia, że przyczynił się w decydującym stopniu do wyboru Albina Lucianiego. Starał się, aby nie uznawano go za “progresistę”, deklarował nawet, że właściwym kandydatem byłby jednak kardynał Siri. Po cichu wyrażano opinie, że chciał w ten sposób ukazać siebie jako “człowieka środka”. Sam Giuseppe Siri starał się w tym okresie złagodzić swój wizerunek: “Nie jestem ani konserwatystą, ani progresistą, często zauważam, że tego rodzaju definicje są sztuczne” – mówił w wywiadzie dla gazety “Il Lavoro” z Genui. “Gdybym miał siebie samego zakwalifikować, chciałbym być uznawany za niezależnego, który maszeruje w pojedynkę i nie należy do żadnej grupy. Chcę przestrzegać prawa Chrystusa”.

“Nigdy nie zostanie papieżem”

Karol Wojtyła nie angażował się w te rozgrywki. Obracał się głownie w kręgu polskich biskupów i duchowieństwa. Przyjaciele – biskup Andrzej Maria Deskur i biskup Władysław Rubin, sekretarz Synodu, organizowali jego spotkania z innymi kardynałami. (…) 13 października biskup Deskur miał wylew krwi do mózgu. Przyjaciel odwiedził go w szpitalu jeszcze tego samego dnia wieczorem. Być może w tym dniu miała miejsce rozmowa między kardynałami Franzem Konigiem i Stefanem Wyszyńskim.

Piszącemu te słowa nie udało się uzyskać potwierdzenia bezpośrednio od emerytowanego już wtedy arcybiskupa Wiednia podczas krótkiej wymiany zdań na lotnisku Wien-Schwechat w czerwcu 1998 roku. Obiecany wtedy dłuższy wywiad na ten temat nie doszedł do skutku. Posłużę się zatem wypowiedzią, ktorą uzyskał autor biografii Jana Pawła II George Weigel: “Kardynał Franz Konig przybył na konklawe zdecydowany nalegać na wybór papieża nie-Włocha. W przededniu rozmawiał ze swoim starym przyjacielem kardynałem Wyszyńskim, ktoremu powiedział: ‘Konklawe zaczyna się jutro – kto jest twoim kandydatem?’. Prymas odpowiedział, że nie ma kandydata. Na to Konig: ‘A może mógłby to być kandydat z Polski?’. Wyszyński powiedział: ‘O mój Boże, uważasz, że powinienem pójść do Rzymu? Komuniści by wówczas triumfowali’. Konig wyjaśnił: ‘Nie, nie ty, ale jest drugi…’. Na co prymas odrzekł: ‘Nie, jest zbyt młody i nieznany, nigdy nie zostanie papieżem…'”.

“Pro memoria” Wyszyńskiego z okresu przed konklawe nie zawierają śladu tej wymiany zdań ani nawet osobnego spotkania z kardynałem Konigiem. Jeśli istotnie miała miejsce, a nie ma przecież powodu, żeby w relację Austriaka wątpić, była może świadectwem zaskoczenia i trwałej w przekonaniach prymasa Polski “opcji włoskiej”. Trudno natomiast zakładać – a czyni to Weigel – że traktował on Karola Wojtyłę jako kogoś nieznanego w świecie.

Anegdota austriackiego purpurata przewija się we wszystkich bodaj biografiach Jana Pawła II. Zapytałem o nią także kardynała Dziwisza. – Może jest to rzeczywiście anegdota, jak pan mówi – odpowiedział. – Ja z ust Koniga w każdym razie tego nie słyszałem. Kardynał Wyszyński był bardzo mocno przekonany, że papieżem powinien być Włoch. To znaczy, że nie myślał o sobie. Tuż przed konklawe miał taką homilię w polskim kościele Świętego Stanisława w Rzymie. Wspominał w niej, że jeden z biskupów gnieźnieńskich w XIX wieku, Juliusz Dinder, był Niemcem. I chociaż okazał się on dobrym duszpasterzem, lojalnym i życzliwym wobec ludności polskiej, nie uczestniczącym w akcji germanizacyjnej, to jednak prymas podkreślał, że było to coś niewłaściwego. Miał bardzo narodowe spojrzenie na . Sam był niezwykle związany z ojczyzną, z Polską, i nie widział dla siebie innego rozwiązania jak praca w kraju. A kardynała Wojtyłę bardzo wysoko cenił. Ściśle współpracowali ze sobą przez wiele lat.

Czy myślał o nim jako o swoim następcy?

Czy myślał, tego nie wiem – odpowiedział kardynał Dziwisz. – Wydaje się jednak, że nie rozważał tego sam Wojtyła. Zbyt był związany z Krakowem, jego środowiskiem intelektualnym i kościelnym, aby myśleć o objęciu metropolii warszawsko-gnieźnieńskiej.

Przewaga Wojtyły

Anegdotyczna opowieść kardynała Koniga czasem prowadzi niektórych historiografów do wniosku, jakoby Wyszyński sprzeciwiał się wyborowi swojego młodszego rodaka – co już najmniejszego uzasadnienia nie ma. Po latach widać bardzo jasno, że obydwu polskich hierarchów więcej łączyło, niż dzieliło. Biorąc śmiałą propozycję Austriaka do siebie, kardynał Wyszyński zarazem miałby i nie miałby racji. Kandydatura prymasa Polski pojawiała się już w czasie poprzednich konklawe. Na jego korzyść działał stan katolicyzmu w kraju nad Wisłą. Podczas Kongregacji Generalnej Kardynałów przed wyborem Jana Pawła I, w sierpniu 1978 roku, wielkie wrażenie wywarła dyskusja o tym, że tylko ma rosnącą liczbę powołań duchownych. Kardynał Wyszyński wiązał to ze sprawą sprzeciwu Kościoła wobec komunizmu. Krytykował rownież “politykę wschodnią Watykanu”, której przejawem było podpisanie przez Stolicę Apostolską aktu końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Helsinkach. Zawarte tam stwierdzenia o nienaruszalności granic przekreślały nadzieje na odzyskanie niepodległości przez Litwę, Łotwę i Estonię, siłą wcielone do ZSRR. Zwłaszcza w dwóch pierwszych z trzech republik bałtyckich lokalne wspólnoty katolickie były prześladowane.

Tajemnicę poliszynela stanowił też konflikt prymasa Polski z watykańskim sekretarzem stanu na tle blokowania kandydatury biskupa Jerzego Stroby na metropolię w Poznaniu i tendencji do pomijania opinii episkopatu w rokowaniach z rządem w Warszawie. Kardynał Jean Villot uosabiał w oczach wielu purpuratów spoza Italii, podobnie zresztą jak jego potencjalny następca Giovanni Benelli, złe cechy dyplomacji watykańskiej.

Przeciwko kandydaturze Wyszyńskiego działała przede wszystkim jego metryka (siedemdziesiąt siedem lat). Kardynałowie pozostawali pod wpływem szoku spowodowanego przedwczesną śmiercią Jana Pawła I. Chcieli zapewnić Kościołowi długi pontyfikat. Podobnie większość “starej gwardii” Kurii Rzymskiej była już w niebezpiecznym wieku. Stefan Wyszyński słabiej znał – poza łaciną i włoskim – języki obce. Za granicą bywał tylko w Italii – Watykanie, no i jeden raz w Niemczech, tuż przed konklawe. Był kojarzony raczej ze skrzydłem konserwatywnym, więc trudno byłoby mu pozyskać głosy umiarkowanych.

Kandydatura Karola Wojtyły tych wad nie wykazywała. Jako metropolita którejś ze stolic Italii byłby wśród papabili na jednym z pierwszych miejsc. Podstawowe pytanie brzmiało: czy po czterech i pół wieku papieżem może zostać ktoś spoza Włoch? – a do konklawe odpowiedź nie była jeszcze wcale przesądzona.

*Fragmenty pochodzą z książki “Tajemnice konklawe 1978” Jacka Moskwy

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

Jacek Moskwa. Dziennikarz prasowy i telewizyjny, pisarz, watykanista. W latach 1990-2005 korespondent z Rzymu i Watykanu. Autor książek biograficznych o papieżu Janie Pawle II. Wiceprezes Zarządu Głównego i członek Zarządu Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

 

Źródło: gazeta.pl

Komentarze

Jak oceniasz ten artykuł ?